On tour

Wróć do On tour

Azerbejdżan - Polska (1-3)

2009-07-06 16:19:31

 

 

 

Trochę na wesoło opisany wyjazd z Edynburga do Baku na mecz Polaków z Azerbejdżanem w czerwcu 2007 roku.


Wyjazd do Baku. Azerbejdzan – Polska 02.06.07.

 

 

 

ŚRODA

 

Na ten egzotyczny wyjazd wyruszamy z Edynburga w trzy osoby 30 maja o godz. 3 w nocy. Jedziemy autem do Prestwick skad mamy lot Ryanair`em do London Stansted. Ja prowadze, obok mnie szkocki kumpel z pracy – Nick a z tylu w samochodzie spi Marzena, dziewczyna, ktora na punkcie pilki noznej ma swira i wcale nie jest to jej pierwszy wyjazd na Kadre. W naszym skromnym gronie calkowitym debiutantem jest Nick, ktory nigdy nie byl nawet na meczu Szkocji ale do Baku postanowil sie wybrac, zeby zobaczyc polskich kibicow i atmosfere meczu wyjazdowego!

Na lotnisku pierwsza nerwowka! Ryanair odwolal nasz lot do Londynu... po dwoch godzinach lecimy kolejnym samolotem i spokojnie po paru godzinach przechodzimy odprawe na kolejny lot tego dnia... Tym razem docieramy do Rygi bo z Lotwy lataja tanie linie lotnicze AirBaltic do Baku. Tutaj spotykamy pierwszych polskich kibicow. Jest dwoch chlopakow z Legii, grupa z Lecha i Arki oraz kilku dziennikarzy. Lot z Rygi do Baku trwa 4 godziny, my popijamy lotewskie browary ale pozostala czesc Polakow gustuje w mocniejszych trunkach. Ogolnie byl spokoj i nawet swojsko bo steward byl Litwinem, ktory bardzo czysto mowil po polsku. No ale morze wodki zrobilo swoje i jeden z poznaniakow troszke narozrabial.

 

 

CZWARTEK

 

Godz 3.40 rano. Na odprawie przywitala nas miejscowa biurokracja. Okolo 20 osob czekalo po wize przez 1,5 godz. My placilismy 50USD a Nick, poniewaz jest dumnym posiadaczem paszportu UK wydal 100USD :-)

Na kilka dni przed wylotem nawiazalismy kontakt z para Polakow mieszkajaca od dwoch lat w Baku i dzieki ich wskazowka i porada wiedzielismy, ze taxi z lotniska do centrum kosztuje 15USD ale... trzeba jechac starym radzieckim samochodem a nie Audi albo BMW bo bedzie duzo drozej!!! No to idziemy przed terminal i zatrzymujemy pierwsza rozlatujaca sie taxowke... Kierowca troche sie targowal ale zgodzil sie na nasze 15USD... no i sie zaczelo! Byla godz 5. nad ranem a my jedziemy przez cale miasto starym, rozlatujacym sie zlomem 140 km/h! Kierownica cala sie trzesie, wszystko skrzypi a kierowca nie uzywa hamulca tylko wali przez miasto ile fabryka dala! To taki lokalny styl jazdy J Z naszymi rodakami poznanymi przez Internet bylismy umowieni pod ambasada USA przy... sklepie warzywnym. Problem byl tylko taki, ze kierowca taxowki nie wiedzial gdzie jest ta ambasada wiec jezdzilismy od policjanta do policjanta i kazdego pytalismy sie o droge... wreszcie dotarlismy! Nasi nowi znajomi, Kasia i Lukasz, okazali sie nauczycielami jezyka polskiego na tutejszym uniwersytecie i zaprosili nas do siebie. Troche pogadalismy, zjedlismy wczesne sniadanie, wykapalismy sie i oficjalnie w ramach powitania przekazalismy szkocka whisky na rece gospodarza. Po paru godzinach snu o 10.00 pojechalismy z Lukaszem do centrum, gdzie zalatwil nam wynajecie mieszkania (70USD / dzien). Ta opcja byla o wiele tansza niz zatrzymanie sie w hotelu. Mielismy do swojej dyspozycji trzypokojowe mieszkanie, bardzo przestronne i wygodne... ale tylko na pierwszy rzut oka!!!

Po rozpakowaniu stwierdzilismy, ze spac to bedziemy jak wrocimy do Szkocji wiec idziemy na Stare Miasto i nad morze Kaspijskie. Pogoda nas malo co nie zabila! W cieniu bylo 30C, upal niesamowity. Do tego trzeba dodac, ze miasto jest w przebudowie wiec wszedzie sa masy kurzu, ktory nie pozwala normalnie oddychac! Zeby odetchnac idziemy na zimne piwko (1USD!) z widokiem na morze. REWELACJA, czujemy sie jak na wakacjach! Tylko wszyscy jakos dziwnie patrza sie na nasze krotkie spodenki. Okazuje sie, ze w Azerbejdzanie jedynie geje je nosza ;-) Ot, taka inna kultura. W barze Lukasz przedstawil nam swojego studenta, ktory od czterech lat uczy sie jezyka polskiego! Fakhri mowi perfekcyjnie po polsku (pol roku studiowal w Poznaniu) i przez najblizsze 4 dni byl naszym przewodnikiem po miescie! Dzieki niemu za wszystkie wizyty w pubach, barach, restauracjach i transport placilismy jak Azerowie! Tutejszym zwyczajem osoby z Europy sa kasowane 2-3 razy drozej niz tubylcy. Przy piwku okazuje sie, ze Lukasz moze zalatwic nam bilety na mecz po 10USD... na sektor VIP. Gwarantuje, ze wlasnie tam bedzie najwiecej polskich kibicow bo jego kumpel zarezerwowal juz 150 wejsciowek dla biznesmenow i innych gosc z Polski. Kumpel okazal sie polskim konsulem w Baku wiec po bilety... idziemy do ambasady! Jestesmy przyjeci z honorami przez caly personel polskiej placowki, troche pogadalismy z zona konsula (bardzo mila mloda pani!!!) i porobilismy kilka fotek.

Na koniec pierwszego dnia w Baku zwiedzamy miasto, jemy kolacje w gruzinskiej gospodzie w polsko-szkocko-azerskim skladzie i... do domu spac. Ale... okazalo sie, ze w nocy przezywamy atak komarow. Te azerskie sa jakies duze i bardzo napalone! Spac nie daja! Rano wygladamy fatalnie i ciagle sie drapiemy... i tak do ostatniego dnia!

 

PIĄTEK

 

To nasz dzien odchamiania (takie byly pierwotne zalozenia!). W przewodniku wyczytalismy, ze lokalna atrakcja sa wulkany blotne. No to jedziemy razem z Fakhriem, na ktorego mowimy FACHU bo to duzo latwiej zapamietac, przez pola naftowe jakies 45minut za miasto. Potem jakies pol godziny na nogach no i widzimy nasze upragnione wulkany! Rozmiary mialy rozne od metrowych kopczykow do naprawde sporych wulkanow, oczywiscie Nick musial po lydki wpasc do pierwszego z nich a z najwyzszego zlecial na czworaka. Byl tez plan wykapac sie w morzu Kaspijskim ale... zamiast plazy byly jakies chaszcze i trawy a do tego w wodzie pelno ropy naftowej! Ogolnie klapa! Wracajac do Baku wypilismy cale piwo na stacji benzynowej w oczekiwaniu na busa.

Brudni i spoceni marzymy o kapieli w naszym mieszkaniu ale spotyka nas kolejna niespodzianka! Ten wspanialy apartament za ktory zaplacilismy 280USD mial kolejny mankament. Otoz, w piatek okazalo sie, ze kibel jest zatkany... ale nie tak zwyczajnie jak wszedzie na swiecie! Ewenement polegal na tym, ze wszystkie gowna z kibla wyplywaly w... wannie!!! Siedzisz na sedesie, jeszcze dobrze nie zdazyles skonczyc ale juz w wannie pojawia sie BONUS! No co za system?! Tym samym wanna zostala wylaczona z uzytkowania, prysznic bralismy stojac na podlodze a z kibelka korzystalismy w pubach i barach. Tylko ten smrod byl nieznosny!!! Najlepszy i tak byl komentarz naszego azerskiego kolegi: „to sie czasami zdaza w Baku”.

W ramach relaksu po tych traumatycznych przezyciach zajmujemy sie degustacja lokalnej wodki. 0,75l eksportowego trunku kosztowalo nas jedynie 1,5USD ale smakowalo jak paliwo lotnicze! Ochyda!!! Piwo maja dobre ale wodka to tragedia!

O 20.00 jedziemy na trening naszej Kadry... na ktorym bylismy 15 minut bo potem ochrona wyprosila wszystkich kibicow i dziennikarzy. Dobre i to.

Na koniec dnia mamy w planach night club albo inna dyskoteke. Najpierw trafiamy do jakiegos klubu gdzie biesiaduja polscy biznesmeni z Moskwy i dzieki ich uprzejmosci mamy stolik dla siebie. Niestety kolejna butelka wodki (tym razem ukrainskiej) okazala sie za silna dla Nick`a. Szkot trzymal sie dobrze, nawet sie rozgadal i chcial spiewac. Potem zaczal wszystkich calowac a nawet probowal zrobic awanture z pozostalymi Polakami bo jak stwierdzil: „oni nie nadaj sie na kibicow bo sie z nim nie przywitali!”. Marzena miala tego juz dosyc wiec poszla do domu a ja z Nick`iem jeszcze na jedno piwko... no i sie stalo! Idziemy sobie przez miasto a Szkot traci rownowage i na jego nieszczescie spada ze schodow jakies 3-4metry na glowe! Srodek nocy, Szkot nieprzytomny, ambulans i do szpitala. Byl tak pijany, ze szycie glowy robili mu bez znieczulenia a potem zabrali go na oddzial „Intensywnej Terapii” Ze mna byla juz policja kryminalna, ktora przez 4 godziny robila dochodzenie co i jak, wizje lokalna i ciagala mnie po komisariatach. Poniewaz nie mielismy przy sobie paszportow musialem zabrac ich do mieszkania ale z tego wszystkiego zapomnialem gdzie mieszkamy! Biegalem jak debil po naszej ulicy a potem od klatki do klatki... a oni za mnaJ Jak juz znalazlem adres to otworzyla nam Marzena i nie wiem kto byl bardziej zszokowany w srodku nocy: ona widokiem dwoch policjantow czy oni widokiem Polki w satynowej pizamce?!

Z paszportami znowu pojechalismy na komende i spisywalismy zeznania... po jakis dwoch godzinach... policjanci kupili mi loda(!!!) i zabrali do szpitala zobaczyc Nick`a. Szkot mial podpisac protokol i odebrac paszport ale byl w takim stanie, ze nic nie kumal i nawet nie umial sie samodzielnie podpisac! Dali sobie spokoj i odwiezli mnie do domu.

 

 

SOBOTA

 

Przed poludniem jedziemy z Marzena do szpitala zobaczyc co ze Szkotem. W dzien szpital ukazal nam sie w calej okazalosci... pierwsze skojarzenie: wojna w Czeczeni! Ale jest tez mile zaskoczenie! Ochroniarz powital nas z usmiechem i od razu wiedzial, ze przyszlismy do Nick`a. Jak sie okazalo byl on drugim obcokrajowcem w historii tego szpitala! Pare lat wczesniej mieli jakiegos Niemca. Nick nic nie pamietal, obudzil sie juz o 6 rano na sali razem z jakimis siedmioma innymi pacjentami z czego dwoch bylo przywiazanych sznurkami do lozka! Wszyscy w kolo mowili po rosyjsku a pielegniarka pobrala mu krew do analizy. Byl w samych spodenkach (buty sam mu zabralem na wszelki wypadek ale koszulke Reprezentacji Polski to juz kto inny „pozyczyl”). W depozycie odebralismy jego telefon, papierosy i... karte do klubu bilardowego, portfel z cala kasa zniknal. Robimy awanture, ze ktos go okradl, straszymy policja a nawet kontaktujemy sie z brytyjska ambasada. Ogolnie szpital postawiony na nogach ale wszyscy ida w zaparte, ze nikt nie bral jego portfela. Nic nie zdzialalismy.

Wypisujemy Szkota ze szpitala i jedziemy do domu. Wyglada fatalnie, glowa cala w bandarzach, prawy bark caly poobijany a do tego ledwo co rusza prawa noga. Ale na mecz chce isc!

O 14.00 przyjedza do naszego mieszkania policja i zabiera nas na komende, zeby podpisac protokol i odebrac paszport. Jest z nami tez Fachu, ktory robi za tlumacza. W drodze powrotnej Lukasz dzwoni do Fachu, z informacja, ze ktos dostarczyl do polskiej ambasady portfel Nick`a! Szok!

Okazalo sie, ze w ostatnim klubie podczas pamietnej nocy Nick zostawil portfel na barze. Poniewaz oboje bylismy w koszulkach reprezentacji ochrona knajpy skontaktowala sie z synem polskiego ambasadora, ktory jest stalym bywalcem azerskich barow i dyskotek i odwiezli nienaruszony portfel do ambasady. Konsul sie lekko zdziwil jak zobaczyl, ze w srodku sa dokumenty jakiegos Brytyjczyka ale skojarzyl, ze poznal Nick`a w czwartek jak odbieralismy bilety na mecz! Zadzwonil do Lukasza, ten do Facha i nasz portfel wrocil do wlasciciela!!! Nic nie zginelo tylko bylo nam glupio tej calej akcji w szpitalu...

Mecz!

Na dwie godziny przed rozpoczeciem jestesmy juz pod stadionem. Nick budzi zaciekawienie polskich kiboli czy czasem nie bylo na miescie jakiejs zadymy albo spotkania z „Baku Hooligans”! Caly stadion otoczony jest setkami policjantow, zrobili trzy kordony przed bramami i za kazdym razem sprawdzaja bilety. Wszystko kulturalnie i spokojnie tylko ten upal nawet o 21.00 nie ustaje!!! Wchodzimy na sektor i rozwieszamy na plocie nasza flage „Edinburgh - Szkockie Sknerusy on tour”. Powoli nasz sektor sie zapelnia, sa flagi z Krakowa, Warszawy, Olsztyna, Poznania, Gdyni a takze z Londynu. Dominuja kibice piknikowi, jest troche dziadkow z PZPN a w ostatnim rzedzie zasiedli pilkarze ktorzy nie zalapali sie u Leo na ten mecz. Wszystkich razem okolo 150-200 osob. Mimo upalu nigdzie na stadionie nie mozna kupic niczego do picia nie wspominajac juz o jedzeniu. Udaje nam sie wslizgnac na mala sale bankietowa gdzie VIP-y mialy poczestunek z napojami... jako wejsciowke posluzyly szaliki "Polska"!

Azerowie wypelniaja wszystkie miejsca na stadionie i od momentu objecia prowadzenia prowadza bardzo glosny doping, co chwila robia fale meksykanska i za kazdym razem gdy probujemy cos zaspiewac zagluszaja nas. Przez pierwsze 45minut sa jak w amoku!

Po przerwie Polacy dochodza do glosu i przy 1-2 dla Polski slychac tylko naszych kibicow. Azerowie juz nie wierza w remis, w okolicach 80tej minuty  zaczynaja wychodzic ze stadionu a po bramce na 1-3 stadion pustoszeje. Kilku nerwowoych mieszkancow Baku rzuca w naszym kierunku buteli z woda ale ogolnie atmosfera byla bardzo przyjacielska. Po meczu Azerowie zycza nam wysokiego zwyciestwa z Armenia (sa z tym krajem caly czas w stanie wojny) i serdecznie zegnaja. Mlodzi chlopcy biegaja za nami zeby dostac szaliki, koszulki i czapki w bialo-czerwonych barwach. Ja swoja koszulke wymienilem po meczu z kibicem z... Kazachstanu! No i mam zolta koszulke z kraju Borata! 3 punkty swietujemy razem z Kasia i Lukaszem w barze o sympatycznej nazwie „Elite”. Byl tam tez Azer, ktory na wiesc, ze jestesmy z Polski zaspiewal nam Mazurka Dabrowskiego!!! Pelne dwie zwrotki(!!!) i postawil po piwie... Po raz kolejny ten kraj nas zadziwili!

W dobrych humorach wracamy do domu i nie przeszkadza nam gowno w wannie, no moze tylko te cholerne komary sa nie do zniesienia.

 

NIEDZIELA

 

To byl juz nasz ostatni dzien w Baku. Razem z Fachu chodzimy po miescie, poplynelismy nawet na maly rejs stateczkiem wzdluz wybrzeza i wyjezdzamy kolejka na pobliskie wzgorze zobaczyc panorame Baku. Wieczorem pakowanie i pozegnalne piwko z Kasia, Lukaszem i Fachu oczywiscie w „Elite”!

 

Nasze 4 dni w Azerbejdzanie to ogolnie wielka komedia! Zaczelo sie od spotkania pod sklepem warzywnym, potem wizyta w ambasadzie, byly tez niespodzianki z mieszkaniem, odwiedziny szpitala i na koniec glowna atrakcja wyjazdu, czyli MECZ!

Ludzie w Baku okazali sie bardzo serdeczni w stosunku do Polakow i mamy o nich bardzo dobre zdanie!

W slowach nie da sie opisac ile zawdzieczamy Kasi, Lukaszowi i naszemu azerskiemu koledze Fakhri`owi!!!

Jechalismy w ciemno a okazalo sie, ze to byl wyjazd zycia.

 

PONIEDZIAŁEK

 

Lecimy w nocy z Baku do Rygi i caly dzien spedzamy w lotewskiej stolicy na zwiedzaniu i opalaniu nad Baltykiem. Calkowite leniuchowanie! Wieczorem lecimy Ryanair`em do Prestwick i dalej samochodem do Edynburga. O 2 nad ranem we wtorek wrocilismy z Kaukazu!!!

 

Daniel

Wróć do On tour

Komentarze:

Nie ma jeszcze komentarzy dla tego artykułu.

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.