On tour

Wróć do On tour

Litwa - Polska (2:0) w Kownie

2011-03-30 22:34:54

Do Kaunas naszas trójkas przyleciałas w czwartkas. Oczywiścias z ryanairas! Mały busas zabrałs nas do hotelas i tak rozpoczeliśmas akcjas Lietuwas 2011! Sorras za językas we wstępas ale w ostatnias weekendas każdas z nas miałs takas akcentas.

 


Ogólnie to przywitało nas zimno na małym komunistycznym lotnisku w Kownie. Za 2 lity autobus zabrał nas do centrum gdzie po krótkim spacerze znaleźliśmy nasz hotel "Kaunas". Poleciła nam go Litwinka z pracy i trzeba przyznać, że był to strzał w dziesiątkę! Za 25 euro za głowę wylądowalismy w 4* gdzie do naszej dyspozycji był basen, mini golf, śniadanie na pełnym wypasie i sympatyczne pokoje. W takich warunkach można mieszkać.

Reszta Kowna już taka miła i sympatyczna nie jest. Nie da się ukryć, że komuna się tam dobrze zakorzeniła.Widać to szczególnie w transporcie miejskim (dominują trolejbusy jak z "Wilka i zająca") i architekturze. Jest oczywiście stare miasto ale mikroskopijnych rozmiarów, które nie rzuca na kolana ale w porównaniu z Łodzią to szał :) Do niewątpliwych atutów byłej stolicy Litwy należy zaliczyć tutejsze mieszkanki, które nadaja kolorytu szarym ulicom a także wybór trunków i szamki. Cenowo wszystko zbliżone jest do Polski więc było miło również dla naszych portfeli.
Pierwszy wieczór upłyną nam na degustacjach lokalnych specjałów i trzeba zaznaczyć, że 50% miód pitny oraz wódeczka z nasionami pszenicy zrobiły furrorę! Okazało się, że za ścianą mamy także Polaków. Byli to dziennikarze z gazety Bravo Sport... nigdy wcześniej o niej nie słyszałem! Zaliczyliśmy też Kowno by night zakończona nawiązaniem bliżesz znajmości z kibicami Unii Nowa Sarzyna. Bardzo zacni ludzie!
Po długiej nocy w luksusowych warunkach nastał dzień meczu. Miasto powoli przechodziło w polskie władanie. Po głównym deptaku chodziły mniejsze i większe grupy kibiców z całej Polski. My czekalismy na autokar z Katowic w którym były nasz bilety. Koledzy nie zawiedli! Po 16 godzinach jazdy autokarem przez Polskę dostarczyli nam upragnione bilety. W tym miejscu (po raz kolejny przy akcji z wejściówkami na Kadrę) ukłony dla Shella i Kosy.
Pod stadion podeszliśmy na godzinę przed rozpoczęciem spotkania i... zonk! Obie bramy na polski sektor zablokowane przez policję i ochronę, z każdej strony zbiega się coraz więcej mundurowych (w tych swoich śmiesznych zbrojach, dysząc i krzycząc coś po "pogańsku" skojarzyli nam się z bohaterami Asterixa i Obelixa).
Z naszej perspoktywy widać było jedynie wybuchając granaty z gazem i sporo kilogramów wszelkiego materiału latającego w powietrzu. Nie ma się co rozpisywać jak się to zaczęło i dlaczego, wszystko było już opisane w mediach, Internecie i pokazane w TV.
Byłem na 100% pewien, że tego meczu z tybun już nie zobaczymy gdy nagle... sezamie otwórz się! Na 10 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego policja zeszła na bok i około 500 osób weszło bez żadnej kontroli na obiekt!
Mecz był tak nędzny i żałosny, że nie ma sensu pisać o nim nawet kilku zdań. Na polską trybune co jakiś czas wlatywał nowy pojemnik z gazem ale w pierwszej połowie doping był nawet ok. W drugiej dopingu już nie było ale latało wszystko co dało się unieść. Szybujący baniak z wodą i mikrofalówka z cateringu były kwintesencją zawodów "Red Bull`a".
W pewnym momencie gdy już brakło inwencji służbom mundurowym jak poradzić sobie z 2,5 tyś Polaków postanowiono zagazować pół stadionu nie patrząc na nic. W tym miejscu popis swoich umiejętności dał jeden z policjantów, który zbliżając się do sektora wystrzelił pojemnik z gazem... wprost pod swoje nogi! Rechot Polaków niósł się przez pół Kowna.

Po meczu jakby nigdy nic wszyscy opuścili stadion i rozeszli się w stronę swoich autokarów, busów i hoteli. Ot, po dwóch-trzech godzinach ogólnej rozpierduchy obie strony dały sobie spokój...

Nie wiem jak sytuacja była przedstawiana w lokalnych mediach ale w piątkowy wieczór na ulicach Kowna nie było jego mieszkańców... miasto wymarło! My zaliczyliśmy nasz ulubiony włoski lokal wraz ze Stanem oraz Danielem i Darkiem z Dublina. Dalszą część wieczoru przenieśliśmy do hotelu gdzie królowała whisky!

W sobote rano ruszyliśmy koleją do Wilna. Ich lokalne PKP ma się bardzo dobrze, podróż minęł szybko w gronie fanów z Lubina i Poznania. Zameldowaliśmy się w hotelu "Rinno", odwiedziliśmy supermarket gdzie się troche obkupiliśmy i... jakoś nam się usnęło! Pobudka o 20.00, degustacja na pobudzenie apetytu u Taumela i ruszyliśmy w miasto. Miasto ładne ale po zamieszkach w Kownie bardzo negatywnie nastawione na Polaków! Nigdzie nie dało sie wejść i wypić piwa, zaliczyliśmy jedynie kebaba i po długich negocjacjach jeden pub. Weselej było w niedzielę z rana!

Z 26 na 27 marca była cholerna zmiana czasu. Niby wszystko ok, godzina do przodu i jest po sprawie. W warunkach litewskich to nie takie łatwe. Było nas trzech i każdy miał inna godzinę na zegarku czy telefonie no to ustaliliśmy (czyli ja...), że Nesti ma czas szkocki, Taumel warszawski a ja lokalny... i się zaczęło. Samolot mieliśmy z Kowna a my nadal byliśmy w Wilnie ale w hotelu recepcjonistka na 14:45 zarezerwowała nam busika na lotnisko. Blisko nie jest bo to około 100km ale zamiast jechać pociagiem i znowu się przesiadać w Kownie wybraliśmy opcję bezpośrednią. Na spokojnie pochodziliśmy po starym mieście, odebraliśmy bagaże z hotelu i czekamy na zamówiona taksówkę. Jakoś się chłopu nie śpieszyło i na miejsce odjazdu busa przyjechaliśmy punkt 14:45... busa nie ma! No to włączyło nam się myślenie i bieganie po całym placu za naszym transportem. Ludzie byli życzliwi, każdy sugerował, że do Kowna jedzie inny bus... tylko, że zawsze pokazywali tego po drugiej stronie placu. Upoceni i ubłoceni już mieliśmy dać za wygraną go postanowiliśmy zadzwonić do biura firmy i pytać się czemu bus odjechał przed czasem... z pretensjami oczywiście!
Miła pani ze stoickim spokojem poinformowała mnie, że obecnie jest godzina 13:45 i bus przyjedzie planowo... za godzinę.
...mój zegarek w komórce przestawił się automatycznie a ja od siebie dołożyłem kolejną godzine.


Na samolot w Kownie zdążyliśmy i planowo wróciliśmy do Edynburga... na takim wyjeździe nikt z nas wcześniej nie był!

Daniel    

Wróć do On tour

Komentarze:

Nie ma jeszcze komentarzy dla tego artykułu.

Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.